#MZF Zajmuję się poezją

Mam takiego smutnego kolegę, który na zdjęciach zawsze wygląda jak zblazowany prekariat, ma mikrofon i mówi ludziom o poezji. Zdjęcia z jego prywatnego życia nie przeciekają nawet do świadomości Facebooka w miarę możliwości, zawsze więc uchwycony w pół słowa siedzi, czasem stoi, lekko zgarbiony, czasem obojczyk spod niedopiętej koszuli, czasem tak golf bardziej. I mówi. On doskonale czuje, jak się poezje powinno mówić.

Mnie nigdy na tych spędach nie ma, o co on ma później pewien uzasadniony żal, bo on jest jedną z tych niewielu osób na świecie, która bardziej niż z tekstami reklamowymi, tłumaczeniami i publicystyką – kojarzy mnie z poezją i literaturą piękną. Z jej twórcą.
Ale ja nie umiem o niej mówić, Max, umiem o niej (i ją) tylko pisać.

Lato. Poznań.

burza oklasków
gdy wchodzisz w las za miastem
na płaskim obcasie

taka młodość raz tylko
pełne biedronek włosy
śmiech z rozkraczonej szyszki
w plecaku kanapki

w folijkach
co będą się rozkładać
po nas choćby i sto lat

tysiąc!

     – Agnieszka Gorońska

Mój debiut literacki miał miejsce jeszcze przed pójściem do podstawówki, miałam 6 lat, wydrukowano mój wiersz, rymowankę bardziej, w czasopiśmie „Pingu” (tuut tuut, mothereffers):

Jako osoba zafascynowana plasteliną od wieku młodzieńczego, pałałam miłością do tego pingwina z kultowej już animacji poklatkowej i chociaż rysowałam ponoć całkiem nieźle, wolałam pisać. Czytanie i pisanie ogarnęłam między 4 a 5 rokiem życia.

Przeszłam wszystkie najgorsze fazy młodzieńczej poezji, takiej o krwi, szpitalach i śmierci, z okazjonalną wrzutą o miłości, niemal w całości przed 11 urodzinami (jasno pamiętam, że Conan Doyle i Sienkiewicz wydawali mi się wtedy „tacy dziecinni” – ale belka we własnym oku była mi wtedy obca), zaskakująco zbierając za to szóstki z polskiego i nie będąc wysłaną do lekarzy od głowy. Tam wysłano mnie dopiero po pierwszym stwierdzonym stanie śmierci klinicznej, po zapaściach cukrzycowych w wieku dorastania, kiedy to przestałam pisać o śmierci, a moje komentarze w kontekście obserwowanej czy doznawanej przemocy znacznie ewoluowały. Kiedy człowiek uczy się bronić, przestaje gloryfikować.

Gorońska ma lat 9 i pisze...
Gorońska ma lat 9 i pisze…
...12 lat i wciąż pisze...
…12 lat i wciąż pisze…
...niestety pisze wciąż kiedy ma lat 15. Polski i ortografia 3/10.
…niestety pisze wciąż kiedy ma lat 15. Polski i ortografia 3/10.

Sodówki w głowie nie odnaleziono. Nadal klęłam na zeszyty z biologii, dostawałam szóstki z wykrzyknikiem z matmy i informatyki, a na koniec roku przynosiłam świadectwo ze średnią pomiędzy 5,3 a 5,7.
Między 13 a 17 wiosną swojej „oszałamiającej kariery”, jako się rzekło, „szlifowałam warsztat” (miałam wtedy 3 opiekunów lietrackich), wygrywając swoje pierwsze nagrody i publikując gdzieś poza szkolną gazetką, lokalną prasą i internetem. Kiedy miałam 17 lat wydałam swoją pierwszą książkę – „Chorobę Szalonych Słów”.

W 2005 dostaję w Lednicy moją ulubioną nagrodę literacką - Koronę Wierzbową.
W 2005 dostaję w Lednicy moją ulubioną nagrodę literacką – Koronę Wierzbową.
Statuetka jest przepiękna.
Statuetka jest przepiękna.

Spotkanie premierowe po wydaniu mojej pierwszej książki. (Dla posiadaczy tego wątpliwej jakości dzieła, mężczyzna w kraciastej koszuli to pierwowzór Księcia)
Spotkanie premierowe po wydaniu mojej pierwszej książki. (Dla posiadaczy tego wątpliwej jakości dzieła, mężczyzna w kraciastej koszuli to pierwowzór Księcia)

Strasznie nie spodobała mi się rola poety. Wymagała wychodzenia do ludzi w makijażu i galowych strojach (to dlatego na premierze mojej pierwszej książki przez większość czasu na wierzchu miałam ubrany szlafrok – już wtedy przeczuwałam podskórnie, że nie chcę takiego ustawiania). Od czasu do czasu zgadzałam się poprowadzić jakiś miesięczny cykl kreatywnego pisania czy miniwarsztaty np. o haiku. Wiersze pisałam sporadycznie, bo nikt ich nie czytał. Pierwszych ludzi, którzy nie tylko mieli pojęcie co to jest wers czy rym, ale miały w swoich mieszkaniach tomiki na półkach, spotkałam dopiero na studiach. Jedna z największych miłości i przyjaźni mojego życia, która trwa do dziś, w swoich podwalinach miała recytowanie Szymborskiej rankiem. Na ulicy.

Polscy poeci mojego pokolenia to w większości mężczyźni. Są nazwiska kojarzone bardziej jak Jakobe Mansztajn, Jaś Kapela i Szczepan Kopyt, ale ciężko przejść obojętnie koło Adama Pluszki, Macieja Burdy czy Marcina Ostrychacza.

V.

geje z osiedla też czekali
chociaż ksiądz ich straszył
że do nich ufo przyleci gorsze, gejowskie
wycięte z plandeki robura

VIII.

rankiem, za śmietnikiem
Irek z Elwirą napotkali człowieka obcojęzycznego
nic nie rozumiał, więc Irek przynosił przedmioty
a człowiek siedział i robił miny
pokazując czy coś lubi, czy nie

         – Maciej Burda

Ja w międzyczasie pisałam tłumaczenia, teksty reklamowe i blogi, z rzadka odkładając do folderu w chmurze kolejny wiersz. To były głównie obserwacje rzeczywistości , blade polaroidy mijanych i poznanych osób. Czasem jakiś szczegół udało się dobrze skontrastować nieistniejącym balansem bieli, częściej było widać palec zasłaniający kawałek obiektywu. Wciąż czuję, że to prześwietlone fotosy, trochę hipsteriada, trochę vintage. Poeci, w tym mój smutny, ale beztroski kolega, prowadzą slamy i czasem zgodnie z tutejszą długą, literacką tradycją, nie wylewają za kołnierz.

Błęder

Upadł na
następujący pomysł
– To się może udać –

Cóż za naiwność
wykazywały jego palce
tańcząc nad blenderem
shykooyąc strawberry milkshake
dla nich niej

Czyż półcień pod
małym palcem nie podpowiedział mu
że na raty
wziął to sam
i sam spłacać będzie..?

     – Agnieszka Gorońska

Tomik chciałabym wydać, to byłaby już moja trzecia samodzielna pozycja, ale ciężko teraz wydać poezję inaczej niż w e-booku i to w self-publishingu. A jednak, dla tego vintage i hipsteriady to trochę… bluźnierstwo? To jest temat, w którym jestem trochę (bardzo?) nieżyciowa… poprowadziłam kilka spotkań dla uczniów gdzie analizując kilka zestawów poezji od starożytności po dziś zadawaliśmy sobie pytanie „PO CO?”. Okazywało się, że można zapełnić całą tablicę powodami, dla których ludzi piszą wierszem, ta lista nie urywa się na „wyznać miłość” i „wyrażać siebie”. Wkrótce naokoło rośnie cała mapa myśli, a z każdym kolejnym utworem pojawiają się nowe odnogi – „manifest polityczny”, „podzielić się mądrością”, „dla zabawy/żartu”, „żeby podzielić sobie z żalem po utracie”… każdy kolejny głos jest bardziej zdziwiony i niepewny.

Maciek Prestidigitator

Mama Maćka czytała mu dziwne książki na dobranoc
o magikach którzy wyciągali z kapeluszy tuszki królicze
butelki Coca Coli
whisky
i balowali do białego rana
czyli do momentu kiedy Maciek nie wstał
i nie marzył o tym
by niezawodnie wyciągać z talii
damę pik
niezawodnie
bo dama kier jakaś taka za słodka
i wyciągać sobie żebro
a z niego inne damy
i pick-upy z silnikiem diesla
jednym słowem być wszechmogącym

Onieśmielał mnie w szkole
wyginając ołówki
a kiedy miałem katar wyciągając
nieskończone łańcuchy chusteczek z torby czy kieszeni
lewitował lekko gdy się zakochiwał
(a może to tylko partnerzy jego lubych trzymali go za gardło?)
gdy mu pożyczałem piątaka
znikał pod każdym z trzech styropianowych kubeczków
potrafił to robić goły od pasa w górę

Czarująco zdał maturę i egzamn dyplomowy
na rekrutera w korpo chyba rzucił urok
prostytutce wyciągnął ponoć zza ucha zapłatę
to był mój piątak
słuch po nim wtedy zaginął
ostatni wielki numer Maćka
na pewno mój piątak
widziałem datę wybicia

     – Agnieszka Gorońska

Jestem nieżyciowa, więc pytam, bo już tracę zapał w pisaniu do wydawnictw, którym wiecznie nie pasuję do profilu (wszystko od „zbyt queerowe” do „zbyt konserwatywne”). Ktoś jeszcze czyta? A może pisze? A może wie, gdzie i do kogo napisać, żeby porozmawiać o składzie, łamaniu i druku tomiku? Moi czytelnicy nigdy mnie nie zawiedli w poważnych dyskusjach i poradach, więc ten trochę obciachowy tekst niechże będzie godnym zaproszeniem do dyskusji.

W świat z tym! Tweet about this on TwitterShare on Facebook14Share on Google+1Share on Reddit0Pin on Pinterest0Print this pageEmail this to someone