1 maja 2016

Co to jest language coaching?

– 3… 2… 1… odpocznij i jeszcze 10! Dasz radę! Nie bądź mięczakiem!
Nigdy nie byłam fanem siłowni. Szczególnie tych mieszanych, gdzie przeładowany jakimiś suplementami koleś porykiwał motywująco na innych. Motywująco, to znaczy: ignorując potencjalne kontuzje, potrzebę ćwiczącego i stosując pewien body shaming. Więcej w tym świecie znaczyło po prostu lepiej, bo „przekraczałeś swoje granice”.
Dziękuję, postoję. Jak tylko skończę jeszcze dwie minutki na bieżni.

Nie tylko naszym mięśniom, ale i mózgowi przydaje się czasem doświadczony trener. Nikt z nas nie zna się na wszystkim: ja mam doradcę finansowego, księgowego i, w odwodzie, znajomych prawników. Ktoś inny wspomaga się wiedzą dietetyków, stylistów czy bra-fitterów. Nie stajemy się dzięki nim podobnymi im specjalistą z danych dziedzin, po prostu polegamy na ich ekspertyzie w planowaniu i podejmowaniu decyzji. Kimś takim jest też language coach.

Language coach (dosł. językowy trener) przydaje się osobom, które cechuje wysoka samodyscyplina połączona z chęcią nauki języków obcych. Zazwyczaj nie idą na kursy, bowiem wolą sami określać swoje potrzeby, efektywniej uczą się sami i własnym tempem, wolą zainwestować w certyfikat lub wycieczkę niż w zajęcia i stosy podręczników. Dość często odwołują się do ekspertyzy language coacha kiedy opanowują trzeci lub kolejny język, bazując na nawykach nabytych podczas nauki pierwszego języka obcego oraz języka ojczystego.

Płacąc takiej osobie, nie wydajesz pieniędzy na cotygodniowe spotkanie, raczej na dłuższe sesje co 3-4 tygodnie. Po co? Bo wie lepiej, jak efektywnie osiągnąć konkretny językowy cel i odpowiadasz przed tą osobą ze swoich postępów. Oba te komponenty są szalenie ważne w byciu samoukiem.

Pierwszy z nich zakłada twarde planowanie – niczym językową dietę – wraz z doborem materiałów, ich kolejnością oraz wyznaczaniem terminów, podczas których możesz się nimi zająć. Twoja wiedza o sobie w połączeniu z doświadczeniem w polu realnych „dokonań językowych” pozwoli wytyczyć cele, które nie są ani frustrujące, ani marnotrawne w zakresie czasu i przeznaczonych nań środków. W komponencie „Wie Lepiej” mieszczą się też porady i pomysły na nowe sposoby opanowywania danego języka obcego, od ciekawych technik mnemotechnicznych, po linki do przydatnych aplikacji mobilnych.

Drugi komponent – ocenianie twoich postępów – również pomaga na wielu płaszczyznach. Po pierwsze, do language coacha powinieneś przychodzić bez wstydu niezależnie od tego jak mocno trzymałeś się planu. Nie będzie się z Ciebie śmiał, raczej skoncentruje się na ustaleniu przyczyn problemów i pomoże je usunąć. To człowiek, który ma skalibrować twój mentalny kompas – jeśli wiedza wylatuje drzwiami, on lub ona spróbują wepchnąć ją oknem. Dobry coach pomaga też oceniać postępy zgodnie z rzeczywistością, nie jest stereotypową nadopiekuńczą ciotką, która nad każdą stroną w zeszycie będzie wznosić ochy i achy, że „jakież to piękne B nam Jacuś namalował, jakie równe brzuszki!”. Czasami samemu jest trudno ocenić swoje postępy, language coach jest tam po to, by przypominać ci, po równo, co już zostało zrobione super, a co jeszcze wymaga poprawki.

Do kompetencji language coacha nie należy natomiast uczenie cię języka, tym zajmujesz się osobiście lub przy pomocy wytypowanych mentorów, native speakerów czy lektorów. Ma to swoje złe i dobre strony – z jednej, taki dobry trener jest też zazwyczaj dobrym pedagogiem, ale nie podejmie się obu tych ról wobec jednej osoby, czasem zmusza nas to do przykrego wyboru. Z drugiej zaś strony, powinien być przygotowany na udzielenie ci pomocy przy nauce nawet nieznanego sobie języka, kiedy więc nigdzie nie możesz znaleźć nauczyciela do amharskiego czy kiswahili – może warto poprosić language coacha o pomoc w wyznaczeniu planu nauki i rozliczaniu nas z niego?

Piszę o tym z punktu widzenia osoby, która od paru lat oprócz bycia nauczycielem języków obcych, pomaga innym właśnie w samonauczaniu. Ale gdy na ostatnim ogłoszeniu o wolnych miejscach na kursy u mnie pojawiło się pojęcie „language coaching”…

…hm, padło kilka pytań o co w ogóle chodzi. Powyższym tekstem chciałam w ogólnikach odpowiedzieć wszystkim na to pytanie jednym zamachem, ale jeśli macie jeszcze pytania o szczegóły można śmiało zadawać je na priv albo w komentarzach.

No, a wolnych miejsc mam jeszcze dwa ;D!
To co? Jeszcze 6 słówek… 5… 4…! Dasz radę!