8 stycznia 2016

Bullet Journal – znasz tę metodę planowania?

Kiedy za oknem szaruga, a mnie przygniata góra obowiązków, przypominam sobie, że według kogoś, kiedyś, byłam wzorem poukładnia i produktywności. Zapytano mnie wtedy, mile łechtającym ego tonem:
– Jaka jest Twoja tajemnica? Masz takie kursy, takie certyfikaty, piszesz, robisz X, Y, Z… kiedy?
– Mam okresy, że mało sypiam.
– A jak już naprawdę Ci się nie chce, a trzeba? No wiesz, takie obowiązki, że musisz je zrobić, nie wiem, rozliczyć podatki, ale masakrycznie Ci się nie chce. Jak się do tego zmuszasz?
– Jak? – nie rozumiem. – Wcale.
– Jezu, wszystko przychodzi Ci tak łatwo!
– Nie, źle mnie zrozumiałeś. Jeśli czegoś naprawdę mi się nie chce, to… nigdy tego nie robię.

Jeszcze dwa lata temu korzystałam z naręcza mobilnych aplikacji wieloplatformowych, żeby dotrzymać tempa swoim pomysłom i inicjatywom. Punktem kluczowym było to, że optymalne planowanie pozwalało obijać się do nieprzytomności, ale minusem tego było ekspresowe nudzenie się kolejnymi appkami. W rezultacie przestawałam ich używać, narastały nieodhaczone obowiązki, a wraz z nimi – poczucie winy. Postawienie każdego kolejnego systemu od nowa było niewiarygodnie męczące, przeradzało się zresztą w niekończącą się lekturę poradników i artykułów opisujących różne metody organizacji czasu. I tu najważniejsze przesłanie niniejszego tekstu:

Każda metoda planowania jest świetna, jeśli chcesz jej używać i używasz jej regularnie.

Ja od ponad 2 lat korzystam z Bullet Journala i nie wyobrażam sobie przebywać dalej niż w promieniu 5 metrów od niego. Obecny wygląda tak:

bullet1

Jasne, to zwykły zeszyt. W kratkę. Wybrałam go sobie w papierniku na przecenie. Ale masz prawo prowadzić BJ w swoim Moleskine z limitowanej edycji ze Star Wars czy Kubusia Puchatka. Szanuję to. A co jest w środku?

Bullet Journal – Podstawy

W dużym skrócie BJ to jedna wielka lista To Do (rzeczy do zrobienia), opatrzona datami i w jednym miejscu, by nic nam nie umknęło. Siłą tego systemu jest możliwość jego kustomizacji. Podstawowe założenia bullet journallingu (po angielsku, protoplasta systemu, do przeczytania tutaj) to Rapid Journalling (Szybkie Spisywanie):

  • piszesz dzisiejszą datę
  • pod tą datą wypisujesz wszystko co masz do zrobienia z okienkami dowolnego kształtu po lewej stronie, możesz też zwątkować (zrobić wcięcie) dla podzadań, które wchodzą w skład większych projektów (to to tzw. bullety)
  • dodajesz w razie potrzeby signifiers (znaczniki)
  • zabierasz się do roboty i zakreślasz okienka
  • powtarzasz to zawsze pod nagłówkiem kolejnej daty jak tylko zaistnieje taka potrzeba

bullet2

Prostota tego systemu i fakt, że musimy prowadzić go ręcznie, stanowi jego siłę i słabość jednocześnie. Siłą jest konieczność zwiększonej precyzji i prioretyzacji – w appkę łatwo coś zapisać i nie przejmować się tym więcej. Raz zapisana ręcznie rzecz zostaje z nami. Niezrobiona nie przepadnie w mrokach pikseli – będzie wymagała przeniesienia lub wykreślenia (rezygnacji z danego przedsięwzięcia).

Bullet Journal – Rozszerzenie

Ten prosty system jest o tyle genialny, że dostosujesz go do każdej potrzeby. Do BJ możesz dorysować, dopisać czy dokleić dowolne wspomagacze planowania (np. Pingadex, który sam w sobie jest mutacją Chronodexu) lub też podeprzeć się jakąś metodą organizacji czasu w jego planowaniu. Sam autor metody zaleca na przykład następujące modyfikacje:

  • ponumeruj strony, dzięki temu na pierwszej lub ostatniej stronie możesz zrobić indeks / spis treści
  • poszczególne strony przeznać na tzw. „zestawy” lub „tematy”. U góry napisz hasłowo jakiś tytuł np. „Książki”, „Prezenty na święta”, „Sesja zimowa”, „Tematy na bloga” i zamiast (lub oprócz) posiadania bulletów pod datą, wpisuj je tematycznie
  • dodaj strony całoroczne (podziel 2 sąsiadujące strony na 12 pół, et voila) lub całomiesięczne (daj w nagłówku nazwę miesiąca i z góry na dół wypisz numerki dni) – dzięki temu łatwiej Ci będzie planować długofalowo (świetny tekst o tym, jak to robić trzasnął niedawno Andrzej Tucholski, więc odsyłam do niego!)

Ale to oczywiście nie koniec. Ja zobaczyliście wyżej mój zestaw znaczników i oznaczania bulletów jest tylko i wyłącznie mój, przycięłam go do swoich potrzeb. Pod nazwą miesiąca mam na przykład „monthly log” – minikalendarzyk, który zaciemniam w miarę upływu dni:

bullet3
Październik nie był dobry dla planowania. Ale to, co przeskoczyło na styczeń świetnie się odhacza. 😀

Na ostatniej stronie mam też tabelkę Monthly Tasks, rzeczy, które koniecznie muszę odhaczyć co miesiąc – wszystko od zapłacenia za mieszkanie i ZUS, aż po datę miesiączki (Można? Można!). A zainspirowana środowiskiem entuzjastek – bo to głównie kobiety, rękodzielniczki, nauczycielki, freelancerki – ozdabiam też niektóre strony rysunkami, naklejkami, ozdobnymi taśmami washi. Ostatnio dowiedziałam się, że w Ameryce nowym trendem jest uczenie się eleganckiej kaligrafii, żeby tworzyć coś estatycznie wyjątkowego oraz powołać do życia rytuał wokół codziennego przeglądania i aktualizowania BJ.

Wymiany poglądów i pomysłów doprowadziły też do ciekawych mutacji, z których najmłodszą i najciekawszą jest chyba metoda Strikethru – nie pasuje do mnie, ale może do kogoś przemówi. A przynajmniej podsunie konstatację, że faktycznie NIE MA JEDNEJ DOBREJ metody na journalling – ważne by znaleźć swoją i w wyniku prób i błędów, dopasować ją do siebie, a potem konsekwentnie ją egzekwować.

 

Wierzę, że i na Ciebie czeka taka metoda. Jeśli jesteś osobą zakręconą na punkcie planowania i refleksji, chętnie pogadam na fejsie albo wymienię parę maili. Jak do tej pory, każdy z kim rozmawiałam rzucał nowe światło na to zagadnienie.