25 lutego 2015

Co można kupić za pink money?

Pink money (dosł. różowe pieniądze) to określenie komentatorów ekonomii na fundusze, które z kieszeni osób LGBTQ są inwestowane w gospodarkę. Tak się bowiem złożyło, że wiele osób homoseksualnych i biseksualnych (z transseksualistami niestety sytuacja ma się zgoła odmiennie) – zarabia bardzo dobrze i pozwala sobie często na dobra luksusowe, bo nie musi łożyć na dzieci czy wyprawiać drogich rodzinnych imprez typu ślub i chrzciny. Są to też w przeważającej większości konsumenci bardzo świadomi.

Szkoda, że ta piękna teoria nie do końca jest spójna z faktami.

Niezależnie od tego, ile w tym prawdy, chciałam, bardzo krótko poruszyć przedostatni temat z naszej listy artykułów o queer culture: tęczowe firmy. Te, które mogą liczyć na queerów chętnie sięgających po pink money.

Tradycyjnie, chociaż z niewiadomego mi powodu, na mocnej pozycji marek rozpoznawanych w środowisku LGBTQ, wobec których queerzy są lojalni pojawia się zawsze zestawienie: Apple, TVN, Nivea i Gillette. Ale oprócz Apple żadna z tych firm nie manifestowała specjalnie, szczególnie w Polsce, swojego poparcia dla środowisk mniejszościowych.

Te firmy, które to robią, są od paru lat w naszym kraju nagradzane statuetką Tęczowej Pszczoły – pracowitego, zespołowego owada, który promuje trendy w inkluzywnym biznesie. W 2014 roku laureatami tej nagrody byli:

  • Google Poland (Google na całym świecie wspiera prawa mniejszości seksualnych)
  • Barefoot Wine (za głośne i odważne promowanie się podczas imprez branżowych nakierowane na tęczowego odbiorcę, np. Parady Równości czy LGBT Film Festival)
  • British Council (która jako jedyna w Polsce organizacja w pełni wdrożyła wszystkie dyrektywy antydyskryminacyjne)
  • Polskie Linie Lotnicze LOT (za pierwszą w Polsce kampanię skierowaną stricte do osób LGBTQ, znaną jako „Be Yourself!” [Bądź sobą])

Na Zachodzie zupełnie inne marki kojarzą się tęczowo: Coca Cola i McDonald są na czele, ale inne spożywcze giganty fast foodów nie pozostają daleko w tyle. Mieliśmy na przykład takie akcje Burger Kinga:

Nieoficjalną reklamę sieci Taco Bell (którą zrobili fani, ale rzecznicy firmy powiedzieli, że są zaszczyceni)):

Według YouGov BrandIndex wskazuje się też takie firmy jak Samsung (ja jestem wiernym fanem!), Amazon (w Polsce ma spore kłopoty), Costco (u nas nieobecny), Netflix (jak wyżej), PBS czy YouTube (należący zresztą do Google).

W międzyczasie Tiffany & Co. (tak, ci sami co w „Śniadaniu u Tiffany’ego”!) puścił spot o pierścionkach zaręczynowych, w których jedna z par jest gejowska.

Kiedy zapytano ludzi hetero w Stanach jakie marki kojarzą im się homoseksualistami jako konsumerami odpowiedzi też były ciekawe: dorzucono takie marki jak Absolut (producent alkoholi), Levi’s (ci od jeansów), Target (sieć sklepów) czy Subaru (samochody). Kajam się w pierś, mam to w notatkach bez zapisanego źródła.

Jeśli jednak mnie zapytać o zdanie, to wolę te marki, które bez spiny potrafią po prostu wejść w dyskurs inkluzywny. Sztandarowym dla mnie przykładem będzie mini-case sprzed kilkunastu dni na koncie E.Wedel na twitterze.

ewedel

Gdybyśmy jako ludzie queer mogli porozmawiać w ten sposób z przedstawicielami każdej marki, wtedy bylibyśmy zadowoleni, jak sądzę. Ja nie chcę być traktowana jak specjalny klient, ale też nie chcę, żeby wyśmiewano mnie lub oburzano się na to, jak żyje. Kiedyś z tego powodu kolega musiał mnie wyprowadzić ze sklepu, bo kupując jakąś gazetę z Robertem Biedroniem na okładce, usłyszałam od pana sklepikarza litanię o tym, jak to by wszystkich gejów do gazu powsadzał. Po 45 sekundach wypaliłam, że chyba mu się #cenzura powołania pomyliły, a po jego niegrzecznej odpowiedzi praktycznie rzuciłam się na niego z pięściami przez ladę. Kolega, heteryk, wyprowadził mnie ze sklepu, zapłacił. Wciąż zdarza mi się tam robić zakupy, ale pan już nigdy nie podjął się obsługiwania mnie. Ja go nigdy nie przeprosiłam. On mnie też nie. A mógłby być jak osoba odpowiedzialna za konto Wedla. Bo od pracowników Google’a dzieliły go lata świetlne…