8 stycznia 2015

Czym jest zdrowie, czym choroba?

Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie;
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. […]

Te kilka sylab z historii literatury polskiej zna każdy umiarkowanie rozgarnięty uczeń i nie ma bardziej kiczowatego sposobu, żeby zacząć ten tekst, lecz nie mogłam się powstrzymać. Czy chorujesz czy jesteś zdrowy nie zależy ściśle tylko od biologii. Zależy od Twojej płci, epoki i miejsca, w którym egzystujesz oraz języka. I chociaż człowieka ze złamaną nogą nigdy nie nazwiemy zdrowym, to co począć z homoseksualizmem, melancholią, depresją czy histerią, co i rusz wpisywanymi i wykreślanymi z różnych list chorób?

choroby

Pytanie to chodzi za mną od pierwszych zajęć z Theory of Knowledge w high school, kiedy dyskutowaliśmy o antycznej teorii „humorów” – zależnych od nadmiaru lub niedomiaru czterech płynów ustrojowych w ciele. Było ze mną, kiedy tłumaczono mi jak długo posługiwano się pijawkami w lecznictwie na kanwie tej teorii, a także gdy na studiach czytałam o leczeniu elektrowstrząsami (np. homoseksualistów) lub beztroskim przecinaniu i wycinaniu kawałków mózgu w terapii epilepsji czy zaburzeń osobowości (dziecku można wykonać hemisferoktomię, usunięcie całej półkuli mózgu, bez większego uszczerbku na jego inteligencji i motoryce). Nie opuszczało mnie kiedy czytałam o histerii w pośmiertnie wydanej (o ironio) „Nieśmiertelności” profesora Szczeklika tudzież kiedy oglądałam o niej żartobliwy film „Hysteria” z 2011. Nawet wtedy kiedy z chłodną ciekawością wczytywałam się w „Podłe ciała” o badaniach i eksperymentach na ludzkich zwłokach (cóż, nie zawsze zwłokach…) – to pytanie na czym polega istota choroby, dlaczego na niektórych „działa” homeopatia czy placebo, czemu to się tak dynamicznie zmieniało przez lata, nie dało mi odpocząć. Oto więc jestem.

Bo jak żyć w rzeczywistości, w której depresja to „tylko gorszy dzień”, a homoseksualizm albo transpłciowość „są chore”? Współczesności, w której wiemy już, że frenologia – wnioskowanie o charakterze i stanie fizycznym człowieka na podstawie kształtu jego czaszki – to śmiech na sali, ale jednocześnie odrzuca się zdobycze medycyny takie jak szczepionki czy antybiotyki, a uważa, że uzdrowiciele są naprawdę spoko? Niby nie palimy już czarownic, ale wciąż nie pozbyliśmy się egzorcystów…

Histeria, choroba dotykająca wyłącznie kobiety, miała mieć swoją przyczynę w wędrującej po wewnątrz ciała macicy (a tak przynajmniej uważano do XVII wieku, kiedy anatomia wykluczyła wędrówki jakichkolwiek organów po ciele). Leczyli na to poważni lekarze. Pisano o tym setki prac…

„Objawy – w neurologii, jak w żadnej innej specjalności – należy wydobyć na jaw, wywołać. Na znanym obrazie z 1887 roku Charcot [francuski profesor anatomii patologicznej] demonstruje je swoim asystentom, wśród których jest młody Zygmunt Freud. Stojąca przed nimi chora osuwa się na wyciągnięte ramię Józefa Babińskiego, pierwszego asystenta Charcota. Biodra wyrzuciła naprzód, piersi z trudem kryje bluzka, ręka – znamiennym gestem wskazuje na stojącego obok profesora, twarz, zwrócona w stronę przeciwną, zastygła w ekstazie miłosnego spełnienia. Pacjentka to Blanche Wittman, królowa histeryczek. Przyjęta do Salpêtrière rok wcześniej, pozostawała tam przez szesnaście lat, występując na klinicznej scenie – na zawołanie. Po opuszczeniu szpitala podjęła pracę jako laborantka u Marii Skłodowskiej-Curie. Przewlekłe zatrucie radem doprowadziło […] do amputacji jej nóg i ręki.”

„Nieśmiertelność. Prometejski sen medycyny” Andrzej Szczeklik, str. 77-78

Histeria umarła właściwie dopiero z Freudem, który przemianował ją na nerwicę, DSM przestał ujmować histerię jako faktycznie istniejącą chorobę. Ale czy to nie jest kosmetyczna zmiana nozologiczna?

Une_leçon_clinique_à_la_Salpêtrière
Wspomniany wyżej obraz, dostępny od 1914 w domenie publicznej ( http://en.wikipedia.org/wiki/A_Clinical_Lesson_at_the_Salp%C3%AAtri%C3%A8re#mediaviewer/File:Une_le%C3%A7on_clinique_%C3%A0_la_Salp%C3%AAtri%C3%A8re.jpg )

Gdyby mnie ktoś spytał co sądzę o dualizmie, odparłabym, że dowody pchnęły mnie w objęcia monizmu materialistycznego. Odrzucam działanie duszy w chorobie, nie jest to kara za żaden grzech, z rzadka tylko za własną nieodpowiedzialność (wypadek, kiedy się siadło za kierownicę odurzonym; otyłość, kiedy oddawało się bez opamiętania obżarstwu i pijaństwu) – najczęściej jest to jednak nieszczęśliwy przypadek, mutacja genetyczna. Moja cukrzyca na przykład nie miała nic wspólnego ani z chorobą mojego dziadka, ani z otyłością – była wynikiem osłabionego układu odpornościowego, który się nie potrafił w pewnym momencie podnieść, załamał się. Nie ma w tym niczyjej winy. Ale kiedy dyskutowałam ostatnio o objawach chorób psychicznych takich jak OCD czy schizofrenia, mój znajomy zreferował mi ciekawe badanie. Otóż symptom słyszenia głosów nie tylko nie wszędzie na świecie jest traktowany jako chorobowy – w dużej generalizacji, ma z tym problem „pierwszy świat”, a „kraje trzeciego świata” nie – ale też natura tych głosów jest inna. Podczas gdy badani Amerykanie słyszeli głosy wrogie, nienawistne, kpiące, grupa z krajów afrykańskich (bardzo żałuję, że nie mam bibliografii, która uszczegółowiłaby mój wywód, może kolega uzupełni potem w komentarzach) – słyszała głosy, i owszem, ale raczej ostrzegające, opiekuńcze, konsultujące bieżące problemy i były brane za wypowiedzi troskliwych przodków.

To wszystko razem wzięte spowodowało, że postaram się trochę częściej pisać i dyskutować z Wami w komentarzach zagadnienia chorób i zdrowia. To kopalnia niesamowitości. A co Tobie łamie głowę w tym temacie..?