28 grudnia 2014

…a potem każda feministka znajdzie swojego drwaloseksualistę?

Czy każda historia ma happy end? No chyba nie macie 3 lat, żeby wiedzieć, że nie. Mało tego, są dni, kiedy feministka wstaje, trzaska drzwiami i ma totalnie ochotę na the worst end ever. Załóżmy, że ten dzień jest dzisiaj.

lumbersexual
Na zdjęciu: Patrik Jonasson (no other attribution found)

Ta frustracja narastała we mnie od jakiegoś czasu. Nie jestem blogerką modową ani lajfstajlową, ale czas napisać parę słów o modzie. O męskiej modzie. Bynajmniej nie na homoseksualizm.

Jaka to moda gdy grudzień” śpiewał Zelig w „Jaśniej” – już śpieszę z odpowiedzią. Irytuje mnie, że co drugi trend w modzie męskiej jest „-seksualizmem”. Dla przypomnienia w ostatnich latach rozgłos zdobyło najpierw pojęcie metroseksualizmu. To moda, w której modna jest androgynia i dbanie o urodę. Obcisłe rurki, przesadnie wystylizowane włosy, samoopalacz i delikatna pomadka, która jednakowoż smakuje whisky. Metroseksualista wygląda jak chłopak spuszczony z wybiegu Vivienne Westwood albo Prady na miasto. Metroseksualiści są po prostu estetyczni i fotogeniczni, czasem z nutą lekkiego campu (o ile camp może być lekki), drogim perfumem za uchem i zimnym spojrzeniem. Europa ma też halo na lumberseksualistów albo drwaloseksualizm – chłopaków z bujnym zarostem, lekko kwadratowych, w kraciastych koszulach i spodniach możliwie na szelkach. Do tego może być wełniana czapka i mocne buty, w których rzuceni przez trąbę powietrzną w środek Tatr czy Alp – spacerkiem doszliby do domu. W międzyczasie w USA mamy już dwa nowe trendy. Po pierwsze, mężczyznę uberseksualnego – który dba o siebie jak metroseksualista, ale przy tym ma wytrymowany zarost, i ani krzty wątpliwości, że pije dobre alkohole, uprawia modny sport i jeździ drogim samochodem, a zalicza tylko i wyłącznie panny. Po drugie, spornoseksualistów – facetów, którzy chcą wyglądać w dużym uproszczeniu jak gwiazdy porno, z gładko wygolonymi łonami, mocno umięśnieni, w dobrej bieliźnie, strategicznie wytatuowani. Dla każdego coś miłego, prawda?

Dobra, tylko dlaczego modę od razu utożsamiać z seksualizmem? Czy ludzie LGBTQ muszą potem tłumaczyć się za każdym razem, że „nie przechodzą fazy” i „nie, nie jestem wcale homo/bi/transseksualistą, bo to jest teraz MODNE”? Jaka logika stoi za tymi neologizmami, bo nie do końca rozumiem? Rozumiałam jeszcze metroseksualistę, przez swoje zadbanie i makijaż stojącego w rozkroku między męskością a kobiecością, czasem podejrzewanego o bycie przez to gejem. Ale czy to, jak wyglądamy albo co ubieramy, zawsze służy tylko temu ilu będziemy mogli zaliczyć w łóżku ludzi? Co ciekawe, trend ten jest absolutnie niesymetryczny – żadna kobieca moda nie ma „seksualizmu” w tle.

To prawda, każdy czasem ubiera się po to, by być pożądany, nie wyprę się tego, oczywiście, że nie. Czy kobiety nie mają „seksualnych” trendów modowych, bo z definicji są już seksualne? Może te trendy zmieniają się za szybko? Czy też seksualność mężczyzn jest tak zagrożona, że muszą dorabiać do tego słowa, żeby jej nie utracić?

Co w tym temacie miałyby robić feministki? Stereotypowo to te „brzydkie, niedopchnięte intelektualistki” – ale ja nie znam ani jednej nieatrakcyjnej feministki! Nie ślęczą nad parującym garnkiem z ziemniakami i patelnią z ociekającym tłuszczem schaboszczakiem, więc ich włosy nie są polepione od pary, cery mają naturalne świetliste, bo nie łażą wciąż na solarkę i nie nakładają tony chemikaliów na twarze. Mało tego, są świadome swojego ciała, więc nie leżą jak kłody w łóżku, faceci i laski ustawiają się do nich w kolejkę. Czy one są seksualne? Jasne! Czy są samotne? Niektóre, bo mają wysokie standardy.

Siedzę więc w knajpie tuż obok niemal typowego lumberseksualisty. Na stole herbata, nie alkohol. Słucham uważnie, co ma do powiedzenia o kobietach, mężczyznach, sobie. A kiedy już mam ochotę na niego naskoczyć z moją frustracją i powiedzieć, co o tym sądzę, jako feministka, jako queer, unosi spokojnie dłoń i mówi:
– Nie lubię tych wszystkich łatek. Każdy inny, wszyscy równi.

…więc co mi pozostaje oprócz tego bloga? Polubiłam siedzenie obok drwaloseksualistów. Tylko, niech do cholery, ukują sobie inny termin!!