15 października 2014

Co to jest Readathon? (+ miniporadnik)

Są maratony, które służą promocji kultury fizycznej, ale są też maratony, które służą promocji kultury. Kropka. Do takich należy Dewey’s Read-a-thon.

(Zanim przystąpię do notki właściwej, napiszę tylko, że na samym jej końcu jest link do bardzo krótkiej ankietki, wypełnij ją proszę, ważne jest dla mnie Twoje zdanie!)

Już w tę sobotę, o 14 polskiego czasu, po zwyczajowym 3…2…1… START! setki ludzi z całego świata… zatopią się w poduszkach i ruszą do 24-godzinnego boju z własnymi słabościami.

Tak jest już od 2007 roku, kiedy Dewey wraz z mężem i dzieckiem urządziła pierwszą, skromną edycję na ledwie 37 osób. Idea była prosta – 24h nie robimy właściwie nic innego tylko czytamy, a potem dzielimy się na blogu wrażeniami. Niestety, pomysłodawczyni zmarła niewiele ponad rok później, ale grono przyjaciół poniosło ten sztandar dalej.

Obecnie #Readathon urządzany jest dwa razy do roku – zawsze w jakąś sobotę w połowie kwietnia i października. Internet bardzo zmienił się od 2007, stąd też Read-a-thon stał się czymś większym i ciekawszym. Idea jest ta sama, odłóż dwa razy w roku wszystko inne w kąt i poświęć dobę książkom, ale teraz jest to doświadczenie znacznie bardziej uspołecznione – co godzinę wyznaczeni wolontariusze prowadzą mini-challenges z nagrodami, ludzie postują update’y na swoich social media (Twitter, Pinterest i Instagram należą do najpopularniejszych), polecamy sobie książki, zawiązują się przyjaźnie.

Nie trzeba oczywiście zarywać nocy, nie kąpać się i nie jeść, każdy ma pełną dowolność gospodarowania swoim czasem, wieczorem może się przerzucić na audiobooki, w przerwie może obejrzeć ekranizację „Gwiazd naszych wina” albo wcisnąć w swój tzw. stack albo pile (kupkę książek do przeczytania) jakiś komiks albo książkę z obrazkami dla dzieci. Nie chodzi o ilość stron, ale o jakość zabawy i pewną bezkompromisową ekstremalność, tak odmienną od tego, jak czyta się zazwyczaj – 15 minut w autobusie, pół godzinki przed snem, audiobook na joggingu. Co gorsza… są ludzie, którzy nie czytają wcale.

Wciąż możesz zapisać się do akcji, do czego bardzo Cię zachęcam, na głównej stronie projektu. Nie tylko dołączysz do setek czytaczy, ale i dostaniesz przydział cheerleaderek – osób, które przeznaczają przez 24h swój czas, żeby dopingować Cię na wyznaczonych social media i radować się z Tobą z każdej przeczytanej strony. Ja sama po raz pierwszy zdecydowałam się wziąć udział w akcji w kwietniu (miałam już w 2013, ale przegapiałam terminy, ech…), bawiłam się świetnie, zachęciłam do czytania kilka osób z otoczenia, łącznie z rodziną. Poniżej kilka fot z tamtej edycji (przeczytałam wtedy 4,5 książki):

#readathon Do I at least look similar to the author of my 1st book?

A post shared by Agnieszka Gorońska (@goronska) on

#readathon 3rd book coming right up!! :3

A post shared by Agnieszka Gorońska (@goronska) on

Dad joining my support group for #readathon

A post shared by Agnieszka Gorońska (@goronska) on

#readathon #shelfie minichallenge. It's alreedy after 11pm here!

A post shared by Agnieszka Gorońska (@goronska) on

#readathon Thank you EVERYONE, YOYwere awesome!!

A post shared by Agnieszka Gorońska (@goronska) on

I kilka rad na nadchodzącą. Po pierwsze, przygotuj sobie przekąski – zdrowe czy nie, Twój wybór. Albo zamawiaj jedzenie z dowozem. Wczuj się. Oddaj się książkom, ale żołądek tego nie zrozumie – czy zapewnisz mu pizzę czy hummus, krojoną surową marchewkę czy kubełek KFC z frytkami – nieważne. Ale pamiętaj, żeby jeść i się nawadniać. A nie stać nad kuchenką albo w kolejce po zakupy.
Po drugie, przygotuj odpowiednie książki. To znaczy raczej z dużą czcionką, chude, fabularne albo z obrazkami. Moja wstępna selekcja na ten Readathon to:

  • Bukowski składa się w dużej mierze z dialogów, szybko się czyta i go uwielbiam. Zaczęcie od niego to będzie jak wstanie prawą nogą rano.
  • „Rozwijanie kompetencji…” to naukowe, praktyczne opracowanie, ale krótkie. Łyknę je wcześnie, w pełni sił.
  • „Stwarzanie” to broszura prokreacjonistycznych Świadków Jehowy. Zawsze sobie obiecywałam, że się wczytam w myśl zasady, że trzeba dobrze znać argumenty drugiej strony. Druk jest tyci, ale jest sporo obrazków.
  • Stephen Fry jest hilarious. I kropka. Będę już na etapie senności i będę musiała łyknąć coś lżejszego, zatem po angielsku.
  • „Alfabet” Diringera jest mocno naukowy i lingwistyczny. To też potężna kniga. Wezmę się za nią po przerwie na sen i zobaczymy ile dam radę skończyć. Taka wisienka na torcie.

Po trzecie, dbaj o swój kręgosłup i oczy. Zmieniaj pozycje w miarę często, wstawaj robić wymachy i stretching, nie bój się poduszek, koców i błagania towarzysza niedoli o masaż. Czytaj w dobrze oświetlonym pomieszczeniu, kiedy oczy zaczną choć trochę ciążyć lub boleć, przerzuć się na audiobooki albo cokolwiek innego. Po czwarte, bądź elastyczny – miej w zapasie inne książki, bądź dla siebie wyrozumiały, zmieniaj kolejność, przerywaj w połowie rozdziału. Ma być ekstremalnie, ale ekstremalnie fajnie, a nie męcząco. Po piąte, staraj się dzielić to z kimś – online czy offline, nieważne, chociaż każdej książki z osobna doświadczysz sam/a, doświadczenie obcowania z literaturą może być dzielone z innymi. I jest boskie.


[EDIT po evencie] 

Górne 3 książki łyknęłam, Fry’a do połowy, a „Alfabetu” nie ruszyłam. Za to skończyłam rozpoczętą wcześnie „Japonię w Polsce” pod redakcją Ho-Chi. Bawiłam się pysznie i kilka fot z tegorocznego eventu znajdziecie oczywiście na moim instagramie