16 lipca 2014

Jak rozmawiać z dzieckiem-ateistą? Poradnik dla wierzących rodziców

Różne rozmowy z młodymi ludźmi na przestrzeni ostatnich kilku lat, a także dysputy z moimi rodzicami (ojcem-agnostykiem i bardzo wierzącą matką), musiały się kiedyś wyklarować w tekst. Mam nadzieję, że jeśli temat ten jest akurat Wam bliski, to dorzucicie garść sugestii od siebie albo przekażecie go zainteresowanym osobom.

1. Zdaj sobie sprawę, że to wynik Twojego wychowania.

Nie obwiniaj świata naokoło, że Twoje dziecko „wpadło w ateizm”. Twoje metody wychowawcze miały na to jakiś wpływ. Możesz zrobić „rachunek sumienia” i zastanowić się co mogło być tą iskrą zapalną… Kładłeś duży nacisk na dobre oceny i dociekliwość Twojego dziecka? Wykazywałeś się hipokryzją w katechizacji, np. mówiłeś o miłości i zaufaniu w rodzinie, ale wszystkiego zabraniałeś lub dyscyplinowałeś swoje dziecko karami fizycznymi? Dałeś dziecku odczuć, że robi coś nie z miłości do jakiegoś Boga, ale dlatego, że sąsiadka, która co niedziela jest w kościele powie coś na temat waszej nieobecności na Mszy albo ubioru w jakim się stawicie? Zmuszałeś do katechezy albo sakramentów bez wysłuchania argumentów? Nie umiałeś przełamać się i powiedzieć, CZEMU ten seks po ślubie jest taki wspaniały i jak miłość ten seks uskrzydla (to prawda!!)? Zasłaniałeś się słowami księdza albo Biblii zamiast wymyśleć coś od siebie, zgodnie z tymi przekonaniami? Dzieci są wobec Ciebie krytyczne, bo obserwują Cię każdego dnia. Jakichkolwiek mają innych idoli czy przyjaciół, nie mają okazji by dzień w dzień patrzeć im na ręce. Każdy się myli, ale ważniejsze w takiej relacji jest przyznać się do błędu przy stole kuchennym niż w konfesjonale.

2. Nie używaj dużych słów.

Nigdy, zawsze, każdy, nikt, wszystko, nic – tak zwane „duże kwantyfikatory” to słowa, na które większość ateistów często się jeży, bo doskonale wie, że to sposób na przemycanie ogólnych sądów, nijak mających się do rzeczywistości, każdy z nas jest naprawdę inny, a czynników wpływających na nasze życia i decyzje jest niezliczona ilość. Nie apeluj do Sumienia (nie wierzymy w sumienie, wolimy określenia typu humanizm, poczucie odpowiedzialności, bycie fair etc.), nie rozmawiaj z nami o Bogu i jego miłości – my nie rozmawialiśmy z Tobą o bozonie Higgsa póki nie byliśmy pewni jego istnienia i nie rozważamy prawdziwości horoskopów wróża Macieja (według Kościoła, horoskopy są domeną Szatana, więc macie już jedną rzecz, która was łączy – gardzicie wróżbami).

3. Nie bierz tego do siebie.

Pomimo, że miałeś jakiś udział w tej decyzji, nie jest ona wymierzona w Twoją osobę. To rzadki przypadek by ktoś decydował się na ateizm (czy zmianę wyznania) na złość rodzicom, staraj się na samym początku wykluczyć w dyskusjach tę opcję. Mimo to, bierz pod uwagę, że może ona być wymierzona w kler. W naszym kraju często słyszymy jak księża dopuszczają się moralnie odrzucającej pedofilii, zamiast miłości głoszą z ambon pełne nienawiści hasła, są bezkarni, i wbrew zaleceniom by głodnych nakarmić i spragnionych napoić, wolą raczej kupić nowe auto i wybudować kolejne sanktuarium zamiast rozdawać swoje bogactwa. Odcinaj się od tego jak możesz, nie osłaniaj moralnej zgnilizny kogoś tylko dlatego, że reprezentuje Twoją grupę społeczną. Nie uważaj, że wystarczy „przepraszam” w postaci mszy pokutnej. Pokuta to coś więcej. W tym systemie moralnym obrażony został nie tylko Bóg, ale i żywi ludzie.

4. Czytaj i pytaj.

Ateiści i racjonaliści odnajdują w tym dużą przyjemność. Z pewnym wstydem przyznaję, że zaliczam się do tych niewierzących, którzy po przeczytaniu całej Biblii z omówieniem, uważają je co prawda za piękne dzieło literackie, ale też są zdania, że jeśli ktoś wnikliwie przeczytał całość (a nie wybiórcze, co ładniejsze kąski typu Pieśń nad pieśniami czy List do Koryntian), nie ma takiej możliwości, by nadal pozostawał wierzący. Wydaje mi się nieuniknione, że w rozmowach z takim dzieckiem zawsze pada z obu stron „Dlaczego Ty (nie) wierzysz?!”. To są mocno ugruntowane pozycje. I temat na zupełnie inny tekst, bo powody obu stron są istotne i poważne. Mimo to, pytaj i czytaj, oglądaj i komentuj. W „najgorszym” przypadku, dowiesz się więcej o poglądach swoich najbliższych.

5. Stopniowo wydłużaj czas rozmowy.

Postanowienie, że oto w końcu usiądziecie i po 3 godzinach sytuacja między wami będzie unormowana jest myśleniem życzeniowym. Zazwyczaj kończy się na 10 minutach i rozbitej szklance albo trzaśnięciu drzwiami. Daruj sobie takie wycieczki, każde kolejne podejście z takim finałem jest gorsze do zainicjowania. Rozmawiaj tak, jak powinno się jeść: mało, lecz często. I zanim Ci się zrobi niedobrze.

6. Nie odsądzaj od czci i wiary.

Wychowałeś naprawdę fajne dziecko, rozsądne, walczące o równość, zapewne nie kradnie, nie gwałci, nie zabija, nie kłamie, przynosi dobre oceny, nie nadużywa żadnych szkodliwych substancji. Ba, często zaangażowane w pomoc lokalnej społeczności, walczące o dostęp do rzetelnej edukacji dla wszystkich. Naprawdę najwyraźniej można wyjść na porządnego człowieka nie wierząc w Św. Mikołaja i Trójcę. Nie mów, że z tego wyrośnie i nie licz, że nawróci się na łożu śmierci. Nie używaj kłamliwego argumentu, że nawrócił się „nawet Jaruzelski” (nie dość, że budujesz relację na kłamstwie, to jeszcze na kłamstwie wyjątkowo podłym i nie mającym z waszą relacją nic wspólnego) lub, że „ateistą to był Hitler” (o którym wiemy na pewno, że wychował się w wierzącej rodzinie i na sztandarach niósł hasło „Gott mit uns„, Bóg z nami). Dostrzeż pozytywne cechy charakteru ateisty, jeśli pozwala Ci na to wyobraźnia lub empatia. Przykładowo, czy nie uważasz, że ogromnej odwagi wymaga przejście przez życie nie wierząc w nagrodę po śmierci lub to, że po tym jak umrzemy spotkamy znowu wszystkie swoje ukochane osoby i będziemy mieli okazje powiedzieć im wszystko to, czego nie zdążyliśmy za życia? Czy nie wymaga ogromnej siły charakteru i odpowiedzialności bycie pozbawionym jakiejś niezidentyfikowanej siły, która mogłaby nas ochronić przed pokusami i nieszczęściem? Możemy być zdani tylko na siebie nawzajem, czy to nie jest właśnie umiłowanie bliźniego?

7. Bądź fair w sprawach ostatecznych.

Ateiści nigdy nie chowają Was w świeckich obrządkach, wzywają też księdza jeśli jesteście ciężko chorzy. Godzą się, chociaż z zaciśniętymi zębami na święcenie centrów handlowych, szkół i stadionów. Trochę siada nam cierpliwość przy pedofilii księży i sprawie klauzuli sumienia, ale po prawdzie, jeśli nie podoba się wam współczesna medycyna, uprasza się byście „jak trwoga to do Boga”, nie zaś po pogotowie. I Tobie chyba też siada cierpliwość przy takich ludziach jak Trynkiewicz. Zróbcie nam przysługę, nie wmuszajcie naszym dzieciom Jasełek oraz obowiązkowych zajęć z religii i grzebcie nas w świeckich obrządkach. Jeśli za życia życzyliśmy sobie oddać narządy (albo wypełniliśmy tzw. deklarację woli, też mam taką w portfelu) lub oddać ciało studentom medycyny, wiemy, że to trudne, ale postarajcie się przystać na taką prośbę. Nam ta krew czy narządy już się nie przydadzą, a mogą uratować życie innych osób. Wciąż można nas pochować, nawet w otwartych trumnach, a nasze nerki, serca itd. to wspaniały dar dla innych zrozpaczonych rodziców i bliskich. Nawet jeśli się nie zgadzamy w tym jak powinno się spędzać niedzielne poranki, bądźmy wobec siebie w porządku. Zawsze.