24 czerwca 2014

Czego możesz się nauczyć z… komiksów?

Szczerze mówiąc, nie pamiętam kiedy po raz ostatni ktoś na wieść, że czytam komiksy zmarszczył nos i mówił, że jestem już za stara. Polskie wydawnictwa naprawdę odwalają kawał dobrej roboty jako kuratorzy kultury i wybierają mocne tytuły dla rodzimego odbiorcy.

Dzisiaj megakrótka notka, bo odnalazłam 2 rzeczy, które mi zalegają na dysku i moje ukochane tłiteraki się domagają (followuj mnie! Twitter to moje ulubione medium społecznościowe!).

Pierwsza, to dwa komiksy poznańskiej Centrali o losach amerykańskich i włoskich homoseksualistów w ubiegłym wieku:

lgbtqkomiksy

Oba w bardzo charakterystycznej szacie graficznej, ze względu na to, że czerwiec – miesiąc coming outów i tęczy – dobiega już końca, koniecznie muszę polecić oba. Historia prześladowań homoseksualistów i innych queerów ściele się gęsto trupem i rozdziera serce. A przy tym zawisa w powietrzu nieopisanym smutkiem lub słusznym gniewem. „We Włoszech wszyscy są mężczyznami” poza czernią i bielą korzysta tylko z różnych odcieni żółci, co daje, poniekąd słusznie, poczucia oglądania albumu ze zdjęciami w barwach sepii. Kadre są jednak duże, pociągnięte mocną kreską, czasem grające negative space. Zadaje to kłam pierwszemu odczuciu, że to już wyblakłe wspomnienia z zamierzchłej przeszłości, nie, to rana, która wciąż się jątrzy i pali. „Stuck Rubber Baby” jest za to zapchane po każdą wolną przestrzeń w kadrze, co w czerni i bieli daje ostrego kopa. Człowiek godzinami zawiesza się na najmniejszych szczegółach każdej stronie dymku, które wypełniają kropki coraz mniejsze i mniejsze, a stronami gdzie maszerują pierwsze praparady równości przesuwa się nieskończone morze rozróżnialnych, ludzkich twarzy. Czerń i biel przecinają się tu też rasowo, bo nikt nie zamierza ukrywać, że tak jak afroamerykanie musieli walczyć o godność, tak o godność musiały też walczyć „cioty”. Ta pararela jest tak uderzająca, że jeśli ktoś nie jest rasistą, ale jest homofobem, to powinien od was dostać ten komiks w prezencie i przemyśleć sprawę ponownie.

Druga rzecz, której nagminnie uczyłam, uczę i będę uczyć przez komiksy to język obcy. Świetnie zarysowany kontekst sytuacyjny, mniej czytania niż w zwykłych książkach, żywy język – czego można chcieć więcej? Z tego powodu w masie dobrze skrojonych podręczników spotkacie komiksy z bajkowymi postaciami albo fotostory z życia przedsiębiorców (np. w textbooks do Business English). We wakacje 2012 (kopę lat!) prowadziłam bardzo pogłebione warsztaty translatorskie z języka japońskiego. Przetłumaczyliśmy wspòlnie 2 rozdziały różnych mang (i kilka projektów indywidualnych). „Doraemon” szybko ujrzał światło wraz ze specjalnym bookletem na stronie Zajęzykuj! Zostało mi jednak do puszczenia w sieć coś jeszcze.

(Wikimedia Commons)

„Yotsuba to…!” (czyli „…z Yotsubą!”) to komediowa seria o przygodach paroletniej dziewczynki, tytułowej bohaterki zresztą. Każdy rozdział zaczynał się oznaczenia, co też z Yotsubą będziemy robić (w rozdziale pierwszym: przeprowadzać się). Jej imię oznacza ni mniej, ni więcej tylko „czterolistna koniczyna”, co znajduje odzwierciedlenie w jej zabawnej fryzurze. Niektórzy bywalcy ciemnych zakamarków internetu powinni Yotsubę kojarzyć jako maskotkę 4chana… without further ado

[LINK DO POBRANIA WERSJI JAPOŃSKIEJ I POLSKIEJ]

Ważny disclaimer: więcej rozdziałów na pewno od nas nie będzie, a ten jeden jest wyłącznie do użytku edukacyjnego, podobnie jak wycinki z gazet, piosenki z płyt czy filmy z DVD lub Youtube’a, które oglądacie na kursach w szkołach językowych. Tłumaczenie zaś to kolektywny wysiłek moich cudownych warsztatowiczów Olka, Pauli, Michała, Natalii i Dawida pod moją wodzą. Aplauz dla ich kreatywności i wysiłku, zarąbiście się z nimi pracowało!