6 czerwca 2014

Odpowiedzialność zbiorowa i hipokryzja – co mają wspólnego?

Załóżmy, że gdy to czytasz jest piątek, piąteczek, piątunio. Czas na płodozmian intelektualny, wieczór zabaw i alkoholu. Wracacie z kolegami autem do domu, kierowca całą noc się poświęcał i pił tylko soki i colę. Mimo to, macie wypadek. Chłopak z siedzenia pasażerskiego nie zapiął pasów, przeleciał przez przednią szybę, jest w stanie ciężkim, urazy głowy i kręgosłupa. Czyja to wina..?

Pardon mocny przykład, ale każdego z Was wytrąci z ustalonego toru myślenia o odpowiedzialności zbiorowej 9. rozdział „Uwag ateisty o micie Ukrzyżowania” autorstwa Heleny Eilstein pod tytułem „Mit ofiary przebłagalnej. Problemy odpowiedzialności zbiorowej.”. Zawsze mnie wytrąca z równowagi akapit, który przypomina, że coś „nie przedstawia się na gruncie etosu humanistycznego tak prosto, jak o tym sądzą niektórzy przedstawiciele tego etosu„. Tych, którzy absolutnie odrzucają istnienie odpowiedzialności zbiorowej (nie jesteśmy niańkami kolegi, przecież nie zapniemy mu pasów na siłę, jest dorosły!) nazywa Eilstein „hiperracjonalistami”. Pyta przy tym czy tym ludziom wydaje się też, że niemoralne i irracjonalne jest domaganie się od Niemców, którzy nie są nazistami, reparacji wojennych? A dążenia Amerykanów naprawiających czasy apertheidu czy niewolnictwa i finansujących (z publicznych pieniędzy) programy równości rasowej? A duma Polaków, którzy w życiu na boisku byli za małolata parę razy, a teraz nie wstają znad piwa, ale właśnie zobaczyli jak ich drużyna jakimś cudem dokopuje innej na boisku (odpowiedzialność zbiorowa nie kończy się na karze, jest też aspekt nagrody!) ?

Zapytać należy w odwecie: a całe rodziny zamykane w Korei Północnej za przewinę jednego z członków rodziny? A zamykanie w obozach koncentracyjnych li tylko za przynależność do jakiejś grupy etnicznej? A zakazy stadionowe dla wszystkich fanów sportu z powodu niemożności zidentyfikowania jednostek winnych burd?

Pytania się mnożą także w kontekście religijnym: czy ludzkość musi płacić za pęd mitycznych kobiet do wiedzy (Ewa z owocem drzewa poznania dobra i zła, Pandora z otrzymaną puszką, Izanami nie mogąca się doczekać oblicza swego oblubieńca) po dziś dzień, chorobami, cierpieniami i śmiertelnością? Czy z kolei jeden mężczyzna wystarczy, żeby to jakoś załatać, chociażby był to quick fix, porównywalny z oklejeniem cieknącej rury taśmą klejącą, bo przecież wciąż chorujemy, starzejemy się i umieramy? Nasze poparcie lub jego brak dla tych mitycznych przodków absolutnie nie jest wkalkulowany w „sprawczą” moc ich działań.

Odpowiedzialność zbiorowa łączy się zatem widocznie z poczuciem solidarności. Eilstein  (str. 106-107) pisze:

„[I]stotne jest to, czy się obarcza jednostkę jakimkolwiek rodzajem odpowiedzialności moralnej za działania jakichś innych członków takiej wspólnoty, z którą ona sama czuje się solidarna (…) czy też obarcza się jednostki jakimkolwiek rodzajem odpowiedzialności moralnej za wspólnoty, których członkami one bynajmniej się nie czują, w których życiu nie uczestniczą, na podstawie ideologicznego przypisania ich do tych wspólnot przez jakichś innych ludzi.”

Słyszycie to co dnia w pudle telewizorni, gdzie człowiek pod krawatem utrzymuje, że jakiś jego pogląd (np. niezadowolenie z usług służby zdrowia czy nienawiść do gejów) podzielają „wszyscy Polacy”, a nie np. „większość mojego elektoratu”. Łatwo jest obarczać wszystkich Rosjan za Smoleńsk i Donieck. Cały PiS za Hoffmana wywijającego ponoć przyrodzeniem czy PO za wtopę Nowaka z zeznaniem podatkowym. Cały Kościół za siostrę Bernadettę czy księdza Gila (chociaż to trochę ich wina, że lansowali model odpowiedzialności zbiorowej w swojej mitologii, ale sami do tej odpowiedzialności się jakoś nie poczuwają).

Czym innym, Eilstein zwraca uwagę i na to, jest właśnie to poczuwanie się jednostki do winy, ta jej solidarność z inymi przedstawicielami swojej grupy (jakkolwiek licznej), a czymś zgoła odmiennym próba obarczenia winą danej jednostki przez innych. To drugie, wymuszanie, jest tym momentem, gdzie wolność obywatelska przestaje się kleić i zostajemy ze zsyłkami do obozów pracy, całymi rodzinami, jak obecnie w Korei Północnej. Jak w obecnym modelu piekła i nieba – odwróconym ideale „Młodych i gniewnych” gdzie zaczynałeś od oceny bardzo dobrej i wystarczyło jej nie stracić – masz przekichane na starcie, za coś, co zrobił ktoś, kto nigdy nie istniał. Bosko!

Pijanemu koledze nie dałbyś prowadzić, czemu nie zapiąłeś koledze pasów?