28 stycznia 2014

Czego „gimbazy nie znajo”?

Szczerze mówiąc, żywię nadzieję, że Internety mi podpowiedzą. Ktoś mnie niedawno o to zapytał, widząc pewien, niestety zakłódkowany, tweet. To było dobre pytanie, ponieważ interesowała mnie grupa demograficzna, która z tym hasłem wychodzi, co pozwala zidentyfikować o fenomenach jakich lat mówią w tym memie. Czy jakaś gimbusiarnia się nad tym zastanawiała? Pewnie tak.

Szybki „risercz” na Google i Twitterze spod znaku „gimbazy nie znajo” i pokrewnych wariacji (np. „gimbusy nie pamiętają” czy „gimby nie rozumiom”) daje bardzo nikłe wyniki jeśli weźmie się pod uwagę autorstwo. Twitter praktycznie nie ma nic do powiedzenia na ten temat, trafność tego typu key phrases można za każdym razem liczyć na palcach dwóch rąk. Lepiej w Google, ale wyniki rzędu 2-3 tysięcy to jednak też margines. Na pierwszej stronie wyników Google Images obiekt marzeń wszystkich w nauczaniu początkowym w moich czasach. Nie, to nie jest karny jeżyk:

gimby-nie-znajo

Co ma wspólnego długopis Bica i kaseta magnetofonowa? Co to w ogóle jest kaseta magnetofonowa? Czemu na chodniku rysowało się kredą kopertę? Co śmiesznego jest w sprawie Pana Tik-Taka po latach? Jak się kiedyś robiło 3D? Czemu jacyś starzy dziadzi śpiewają za tekstem Bednarka, że „ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”? Co magicznego jest w liczbie 3.5 cala? Dlaczego kiedyś zabawne było dzwonienie na infolinię, a teraz jakoś krew zalewa? Jak miała na imię Mama Muminka zanim urodził się Muminek? Skąd przybyszami byli Pi i Sigma? Ile karteczek była warta karteczka pachnąca? Co, 151 pokemonów?

Każdy oczywiście ma swoje wspomnienia, chociaż nasze pokolenie – powiedzmy, że szybka analiza „gimbzy nie znajo” daje szacunkowy wynik demograficzny grupy autorów w przedziale wiekowym 19(sic!)-30 – jak wszystkie przed nimi zarzekało się, że nie będzie takie jak pokolenie przed nimi. Czym jednak różni się „za moich czasów…” od „gimbazy nie znajo” albo „O tempora! O mores!”? No właśnie.

Za komuny oczywiście było lepiej. A przedtem nie do pomyślenia był ślub mieszany rasowo, w dodatku kościelny. Jeszcze wcześniej śmiali się z tego debila co z synem latawce puszczał w czasie burzy (a może sam..?). Cofnijmy się w historii jeszcze parę wieków, a usłyszymy jak Sokrates grzmi na wynalazek pisma, które spowoduje upadek pamięci, a przez to i cywilizacji (zdaje się, wszystkie nowości miały przynieść upadek cywilizacji).

Oczywiście, możemy się odciąć i powiedzieć, że byliśmy lepsi:

Ale może warto mieć nadzieję, że tak jak nasze babcie i mamy kochały się w Bogarcie i Jamesie Deanie, a my głosiliśmy kult Nirvany, (jeszcze wciąż) Pearl Jam i Metallici sprzed The Black Album, to wyśmiewana i pogardzana gimbusiarnia poniesie w przyszłe pokolenia filmy Tarantino i Almodovara, muzykę Arctic Monkeys i to śmieszne, śmieszne przekonanie, że geje nie mogli kiedyś brać ślubów, a już w szczególności kościelnych, hahaha?