21 stycznia 2014

Czego tak naprawdę boi się blogosfera po powstaniu PSBV, ale o tym nie mówi?

Temperatura jest wrząca w blogosferze, vlogosferze i social media – a to dlatego, że dotarło do wszystkich, że PSBV faktycznie powstało. PSBV, dla niewtajemniczonych, to Polskie Stowarzyszenie Blogerów i Vlogerów, organizacja non-profit licząca na chwilę obecną około 70 członków i powołana do życia w zeszły weekend (18 I 14). Chcą całe to kolorowe towarzystwo integrować, wspierać, edukować i bronić.

psbv

To oczywiste, że w polskich warunkach na każdego aktywnego człowieka, a tym bardziej na grupę ludzi, spadnie masa gromów. Krytyka rozciąga się od merytorycznej po zwykły hate. Ciekawymi głosami w dyskusji są głosy Znanych Twarzy, które do PSBV na razie nie mają zamiaru przystąpić: Kominka i Pawła Opydo. Polecam też komentarze zarówno pod notkami jak i poza blogami np. na Wirtualnych Mediach (czy „protest Kominka” to nie jest zbyt tabloidowe określenie na to, co napisał?).

Listę zarzutów wysuwanych przez przeciwników mogłabym spróbować sprowadzić do kilku punktów (a na te zarzuty i więcej odpowiada oczywiście Natalia Hatalska):

  • nie ma konkretów (Statut to nie jest konkret tylko prawnicze bełkoty. Są potrzebne, ale nie o to chodzi blogosferze jak pyta o konkrety zazwyczaj.)
  • nie wszyscy członkowie są dla niektórych w oczywisty sposób związany z blogosferą (Superniania ma bloga, aktualizowanego co tydzień, ale np. Bartosz Idzikowski ma od kilku dni przynajmniej stronę w budowie, nie czytałam go wcześniej, to trochę nieprofesjonalne być w zarządzie i… O „przedstawicielach firm” nie będę się wypowiadać)
  • będzie kolesiostwo i pieniądze pod stołem (to trochę urąga jakby poziomowi dyskusji i chcę mocno wierzyć, że nie ma tu zastosowania)
  • każda formalizacja, legalizacja to zamach na Niezależnego Blogera (A jak powiedział Krzysztof Gonciarz na ostatnim Blog Forum Gdańsk – bloger to „bon vivant„, idealny przykład zawodu dla błękitnych ptaków i niepokornych – ta wartość to dla wielu chyba Najświętszy Graal blogosfery)

Nic tu nie pomoże ukrywanie się za sympatyczną i przystojną buzią Karola Paciorka (chociaż to nasuwa pytanie – czy druga połowa „Lekko Stronniczego” czy „Do Kina” etc., Włodek Markowicz, wstrzymał się z zapisem do PSBV?), który z miejsca zajął się firmowaniem PSBV na youtube (jego niemalże infomercial dotyczący statutu Stowarzyszenia jest dobrze rozegraną piłką) 

Mimo to sądzę, że jest inny problem, który można wyczytać między linijkami: uśmiechy staną się wyuczonym grymasem, wszyscy bowiem się lubią, ale boją się czegoś innego – interesy blogosfery i PSBV mogą być zbieżne, ale zapowiadają nieuchronny rozłam. Pozwolę sobie pospekulować jaki obrót mogą przybrać sprawy…

Możemy mieć fenomen WOŚP: albo jesteś z nami albo jesteś „gupim oszołomem”. Padają argumenty w stylu „Nieważne, co robią, ważne, że robią i często wychodzi z tego coś dobrego!”. Posiadanie odmiennej od Stowarzyszenia opinii będzie postrzegane źle i skazywało na pewien ostracyzm. Jako, że zawsze znajdą się sympatycy każdej ze stron, będzie mała, podjazdowa wojenka pełna uśmiechniętych, dyplomatycznych i uroczych ludzi.

Inna wersja, zainspirowana tweetem w dyskusji na temat PSBV autora Pochodnych Kofeiny:

 

Blogosfera sobie, PSBV sobie – mamy dwa pararelne fronty tego samego zjawiska, które się sobą nie przejmują. Gorzej, że i jednym drugim chodzi też o pieniądze, a firmom i reklamodawcom łatwiej zwrócić się z dużymi akcjami do organu, który ma ustabilizowaną osobowość prawną. Nikt nie gniewa się głośno, ale dla niezrzeszonych zaczyna się charyzmatyczna walka o przeżycie – albo będą liderami, albo nie będą się liczyć.

Alternatywa elitarystyczna – pomniejsi blogerzy chcą się pławić w glorii i jeśli mieli na własny serwer czy domenę, wyskrobią też na opłacenie składki. PSBV przeżywa zalew poślednich blogerów, którzy wcale nie przystają do radosnego obrazu autora, na którym można polegać. Ich blogi nikną szybko w sieci, trzeba wymyślić jakąś bardziej wyśrubowaną zasadę przyjmowania nowych członków lub zamknięcie interesu. W oczach potencjalnych reklamodawców PSBV zaczyna więc albo przyjmować najlepszych, elitę, to pogrąża całą resztę blogosfery aaalbo jest śmieszną organizacyjką pełną żółtodziobów.

Samo PSBV rozłamuje się na jakieś mniejsze podkluby ze względu na wewnętrzny konflikt jakiejkolwiek natury. Niezrzeszeni, jeśli nie umieją się zachować, szybko robią z nich kozły ofiarne i sabotują swoimi działaniami jakiekolwiek przyszłe inicjatywy w tym zakresie, wymachując argumentem rozpadu PSBV jak szablą.

Niestety, chyba niewiele osób w blogosferze szczerze i bez problemu potrafi sobie wyobrazić win-win situation. Dziś (21 I) wieczorem, o 21.00, warto więc wybrać się na pierwszy PRowy event Stowarzyszenia – będzie otwarty Hangout, dla wszystkich, można rzucać pytaniami i trochę się wspólnie pozastanawiać. Będę, bo dobrze zobaczyć jak sprawy wyglądają u źródła. Oby ktoś mi w darach losu sprezentował różowe okulary. A stronie PSBV jakiś media kit i listę członków.