18 stycznia 2014

Dlaczego mam gdzieś Twoją prywatność?

Nie oferuję lekkich, łatwych i przyjemnych odpowiedzi nie tylko w sensie ich niejednoznaczności, ale też czasem trudności z ich przełknięciem. A dziś nikogo już nie interesuje Twoja prywatność, ze mną na czele. Wprowadźmy się w nastrój materiałem audiowizualnym:

Let’s cut the chase, nobody cares. Hipokryzja, z jaką cały świat odnosi się do ochrony prywatności jest porównywalna tylko z hipokryzją guru sekt fundamentalistycznych. Ludzie woleliby, żeby nikt nie widział jak uprawiają seks, ale nie przeszkadza im to oglądać amatorskiego porno lub szukać z wypiekamy sex tapes, które „przypadkiem wyciekły do mediów”. Chociażby zdrady woleliby utrzymywać w tajemnicy, ale to nie dlateg Pudelek ma tyle wejść, że ich to nie interesuje. W moim rodzinnym mieście, Poznaniu, działa niecałe 400 kamer systemu monitoringu wizyjnego – ale wszyscy krzyczą, że to za mało.

Prywatność nie jest w cenie z co najmniej trzech powodów. Pierwszy jest banalny, trawa jest zielona po drugiej stronie płotu, albo, jak to mniej dyplomatycznie ujęła Eleanor Roosevelt: 

Wielkie umysły rozprawiają o ideach, przeciętne – o zdarzeniach, małe umysły rozprawiają o innych ludziach.
(wklejcie to sobie na walla)

Drugi jest napędzany naszym brakieum ufności do drugiego człowieka, musimy mu patrzeć na ręce. Jako społeczeństwo jesteśmy coraz mniej naiwni i lubujemy się w mediach, które obnażają, demaskują, kompromitują, dowodzą, tłamszą. Chcemy wiedzieć o łapówkch, bitych żonach i zgwałconych dzieciach. Oczywiście tak długo, jak możemy o tym dowiedzieć się z mediów, bo raczej nie zainteresujemy się płaczem zza ściany – to by było naruszenie cudzej prywatności. To ma prawo robić dziennikarz, działacz społeczny, ale my tylko w roli w biernego obserwatora, który potem udzieli 3-sekundowego wywiadu wstawionego w reportaż (gadająca głowa w szparze drzwi „No gdzie była policja? Gdzie była łona?! Ja się pytam!”). Premier szasta obietnicami, że będzie ujawniał dane personalne pijanych kierowców i kiboli (długo już po nich idą), reszta zasłania się immunitetem, bo to szarganie ich dobrego mienia i nagonka mediów na ich, hm, prywatność. Mimo wszystko, lubujemy się w wykrywaniu kantów, przestępstw, krętactw, mamy irracjonalną tendencję do ulegania pewnym teoriom spiskowym (brzoza, trotyl, konstytucyjnie uprawomocniony krzyż w Sejmie, ideologia gender…) – bo to daje nam poczucie kontroli. Jeśli wiem, komu i dlaczego nie mogę ufać, mogę budować bardziej zaufaną sieć powiązań i działać pewniej. Czasem nas to osobiście dotyka (Kowalski spod ósemki nie oddał kumplowi stu złotych, nie jestem frajer, ja mu nie pożyczę) – czasami absolutnie nie (prezydent Francji na motorynce do jakiejś aktoreczki się wymyka). Mimo to, poczucie kontroli to jedno z ulubionych poczuć ludzkości. Kontrola zaś wymaga, żeby wszystkie karty były na stole. Jeśli nie chcesz ich wyłożyć, szczególnie ze wzrostm swojego oddziaływania społecznego, znaczy – kombinujesz. Uważaj więc.

Dla mnie ostatnim powodem jest kwestia istotna najbardziej dla mnie – wygody i zysków, nie tylko materialnych. Dlatego szala ochrony dóbr osobistych przechyla się w internecie na stronę ekshibicjonizmu. Tak, ludzie obsesyjnie broniący swojej prywatności będą mówili, że jesteśmy leniwi przesyłając swoje dane do Google’a, Facebooka czy logując się do przeglądarek. Wieszczą upadek inteligencji i śmierć przez uduszenie w tzw. information albo filter bubble – dla nieświadomych czytelników, algorytmy w sieci uczą się Twoich zachowań. Dzięki temu widzisz spersonalizowane reklamy, wyniki wyszukiwania i otrzymujesz sugestie mediów lub ludzi, których powinieneś poznać. Nie musisz się zastanawiać, kogo jeszcze z liceum nie dodałeś do listy do znajomych, na jakie inne hity Eltona Johna masz właśnie ochotę, ani przekopywać się przez stosy stron o okulistyce, gdy w istocie chcesz się dowiedzieć co w ciągu ostatniego tygodnia powiedział ksiądz Dariusz. Będąc świadomym działania algorytmów personalizujących nie tylko ozczędzasz czas i wysiłki na ważniejsze sprawy, ale też możesz ruszyć głową i czasem poszperać w wiadomościach, na które inaczej byś nie trafił. To, że ja przehandluję za to moje imię, nazwisko, lokalizację i dane kontaktowe mnie nie obchodzi.

Obchodzi mnie dobrze pojmowana relewancja, Ciebie też powinna.
Nie ma darmowego lunchu. Nikt też nie czycha na zapis wideo Twoich wyczynów łóżkowych. Wyluzuj.